Pchły

Malutki pies moich współlokatorów złapał pchły.

Kiedy poszłyśmy po lekarstwo, przyjęła nas bardzo ładna weterynarka. Soczystozielony uniform podkreślał kolor jej oczu. Niestety nie od razu mogła nam pomóc, ponieważ musiała zająć się najpierw żółtą papużką przyniesioną przez parę staruszków w plastikowym pojemniku po ciasteczkach.

Kiedy wracałyśmy do domu, niebo było niebieskie.

Kiedy wychodziłam z domu chwilę później, wszystkie ubrania i pościel szły właśnie do prania, a podłogi były gorączkowo odkurzane i  szorowane, w procesie zmywania z siebie obsesyjnej myśli o obecności robactwa.

Kiedy weszłam do kawiarni, dziewczyny już tam były. Złożenie zamówienia zajęło nam prawie godzinę. Carioca de limão to skórka cytryny zalana wrzątkiem. Zawsze obiecuję sobie, że od dzisiaj będzie to moja alternatywa dla herbaty.

Kiedy wszystkie musiały już iść, postanowiłam przejść się jeszcze raz ulicą, którą, mimo że jest w centrum miasta, ostatni raz szłam pięć miesięcy temu. Ostatnio wszyscy mówią o jednym miejscu, którego ja jeszcze nie zdążyłam zobaczyć. Czas zacząć widzieć więcej.

Kiedy wracałam już do domu, zobaczyłam kobietę, której bezdenny smutek kazał mi się zatrzymać. Jej rozpacz składała się z białej i czarnej farby, a wiersz nad nią wprowadzał również trochę zieleni. Był po polsku.

„Dotarcie do celu

to dotknięcie horyzontu zdarzeń

całkowity bezruch

ostateczna cisza”

Kiedy byłam już prawie na mojej ulicy, starszej pani zdejmującej pranie ze sznurka spadła na chodnik przed sklepem Pakistańczyków serwetka z kogutem, nieomal symbolem Portugalii wciskanym turystom w każdej postaci.

– Senhorita, może ją panienka podnieść i wsadzić do skrzynki na listy?

Kiedy wtłoczyłam już szmatkę w wąski otwór w drzwiach wejściowych dystyngowana staruszka ciepłym głosem wygłosiła ciąg podziękowań.

– Obrigada! Obrigada! Obrigadinha.

Kiedy wróciłam do domu, dostałam maila od właścicielki mieszkania.

„Tak, możesz zostać tak długo, jak zechcesz.”

Długo zechcę.

DSCN4698

Kurdwanów. Imperium zła.

Do domu odprowadzają mnie lisy, po drodze płoszę sarenki, za oknem drepczą bażanty, a moje koty straszą wiewiórki. Mieszkam w imperium zła.
Przechodzi tędy droga świętego Jakuba, prosto do Santiago de Compostela w Hiszpanii, ale nie wiem, czy ktoś tu kiedyś widział pielgrzyma. Ludzie budują domy, hodują kury, wyrzucają śmieci do lasu, normalne życie. Poszłam wczoraj pobiegać sobie po mojej wsi Kurdwanów Stary, z której świetnie widać Manhattan Kurdwanowa Nowego. Mogłam wdychać jednocześnie spaliny samochodów i zapach świeżo skoszonej trawy, a także rozkładających się papierówek i śliwek, których nikt nie zbiera.

w tle bloki Kurdwanowa

w tle bloki Kurdwanowa

znak Drogi św. Jakuba

znak Drogi św. Jakuba

Aż dotarłam do fortu.
Fort artyleryjski 51 „Rajsko” VII obszaru warownego Twierdzy Kraków to główny, jednowałowy fort artyleryjski, który powstał w latach 1874-84.
Ważne położenie, duże rozmiary i znaczne oddalenie od sąsiednich fortów spowodowały, że fort „Rajsko” dysponował znacznie większą siłą ognia niż podobne do niego umocnienia.
Tak mówi tabliczka ufundowana przez Małopolskę. Reszta fortu mówi sama za siebie. Cracovia. Śmierć Wiśle. Nigdy nie zejdziemy na psy. Mamy ambicje jebać policje. CHWDP. Jebać psy. KSC. Jude gang. Cracovia hooligans.


Wczoraj widziałam tam coś, co wyglądało jak zmumifikowany kot. Albo zmumifikowany nietoperz. Leżało na oknie tuż obok napisu „Imperium zła Q”. Nie powiem, że widziałam zmumifikowanego kota, który leżał na oknie, nie zwariowałam. Ja tylko widziałam coś, co do złudzenia przypominało zmumifikowanego kota. Ot, tyle. Dzisiaj truchła nie było, był za to żywy kot, który uciekał kawałek dalej przy każdym moim ruchu. Dzisiaj mumii nie było, nie udało się jej sfotografować, nie ma dowodów i możecie mnie wziąć za wariatkę. Sama siebie wzięłabym za wariatkę, gdyby nie słowa pana, na którego natknęłam się w forcie. Zbierał owoce, ze stoickim spokojem mieszkańca wsi brodząc w rozbitych butelkach po wódce.
– Pani chce zwiedzać fort? To od góry trzeba pójść. Ale samej to nie radzę…
Chciałabym wiedzieć co to było. Kiedy będę już stara i będę siedzieć w moim fotelu na biegunach z fajką w łapce, wtedy przyjdzie do mnie Zdzichu dres i powie:
– Proszę pani, kazano mi tu przyjść z objawieniem. Mumia znaczy „dzisiaj sprzedajemy”, a brak mumii „dzisiaj nie sprzedajemy”.
Coś przecież musi w tym być. Mumia kota, króla imperium zła, musi mieć sens.
Albo może nie musi.