Złota polska jesień

W drodze do łazienki, jak co dzień, dbając by moje stopy pozostały w mieszkaniu, wychyliłam resztę siebie za drzwi podwórkowo-balkonowe, żeby wykręcając głowę do góry czegokolwiek się dowiedzieć. Z powodu braku okien w mieszkaniu, jest to jedyny sposób, żeby zobaczyć jaki kolor ma niebo, objawiające się w postaci niewielkiego kwadratu gdzieś w górze. Było błękitne z puszystymi chmurkami. Myjąc zęby mogłam już planować piknik.
Chwilę później płynęłam ulicą w pełnym słońcu i machałam siatką pełną owoców przeznaczonych do zagryzania ciasteczkami podczas siedzenia na trawie. Idealny dzień na piknik, idealna noc na chodzenie po rozświetlonym płomykami świec najpiękniejszym cmentarzu Lizbony, Prazeres. Żeby do niego dojechać wystarczy wsiąść do zabytkowego żółtego tramwaju numer 28, który przejeżdża moją ulicą i wysiąść na pętli.
Chociaż nie. Moja ulicą nic nie przejeżdża, albowiem mieszkam przy „przecznicy”, a nie prawdziwej ulicy. Nie jeżdżą tędy samochody ani tramwaje, jedynie śmieciarka lekko zahacza codziennie koło drugiej w nocy. Za dnia dzieciaki z naprzeciwka grają tu w piłkę, która czasami wpada na nasz dach i muszą nas prosić o jej zdjęcie, dorośli robią grilla, którego swąd dochodzi jakimś cudem aż do mojego pokoju bez okien, suszy się pranie, gromadzą się worki ze śmieciami, które czekają na nocną ciężarówkę, starsi panowie wychodzą z gazetą pobyć na powietrzu.


Tak więc wystarczy wsiąść do tramwaju, który przejeżdża ulicą, od której odchodzi moja przecznica, i jadąc cały czas pod górkę wylądować prosto na cmentarzu. Ale to dopiero po pikniku.
Zgodnie z planem wróciłam do domu, zebrałam szybko wszystkie potrzebne rzeczy i kiedy po 10 minutach już zatrzaskiwałam za sobą drzwi, odkryłam, że niebo jest szare i pada. Zrezygnowana, dołączyłam do brodatego pana czekającego na tramwaj. Wyjęłam z torebki ulotki, które wręczono mi podczas manifestacji dzień wcześniej. Uchwalano budżet na przyszły rok i pod parlamentem zebrały się tłumy protestujących przeciwko cięciom wymaganym przez trojkę, czyli Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Przeczytałam list otwarty do Angeli Merkel i wezwanie do strajku generalnego 14 listopada (wtedy zastrajkuje również Hiszpania). Ostatnia kartka wyglądała jak reklamówka supermarketu i jak się okazało promowała nową partię lewicową. W końcu drynkanie prehistorycznego dzwonka oznajmiło koniec czekania.
Tramwaj wyjechał pod górę prosto na imponujące wrota cmentarza. Jego pętla to trawiaste rondo dokładnie naprzeciwko wejścia. Było pustawo. Stały dwa stoiska z kwiatami i pięć starszych pań. Nigdzie nie sprzedawali zniczy, jednak zapobiegawczo przyniosłam ze sobą własne światełko. Przed bramą nie było nikogo oprócz rozdających ulotki nastolatków. Obok bramy sterczała tabliczka mówiąca, że po 16.30 już wejść nie można, więc jednak oglądanie światełek po zmroku nie mogłoby dojść do skutku. Za bramą czekała piękna szeroka aleja i kościół, do którego wejście zastawiono ławką.


Cmentarz Prazeres został wybudowany po epidemii cholery w 1833 roku, obecnie to największy cmentarz Lizbony. Po obu stronach alei stoją przetykane cyprysami wspaniałe grobowce. Ogromne, zdobione na romantyczną modłę, gotycko strzeliste. Po niektórych stąpają anioły, na innych siedzą kamienne sówki.


Znowu wyszło słońce. Było pięknie. I pusto. Minęłam jedną starszą panią z kwiatkiem i parę Hiszpańskich turystów. Groby były puste, nagie. Na co dziesiątym widać było strzępki jakiejś prawdziwej lub plastikowej rośliny. Zero zniczy. A ja nie wzięłam zapałek. Nagle zwyczaj zwiedzania cmentarzy przestał mi się wydawać taki chory. Uznałam go za bardzo przydatny i podbiegam prosić o ogień Hiszpanów przechodzących równoległą alejką. Niestety po pięciu krokach mój płomyk zgasł, a duma nie pozwoliła mi się wrócić. Zauważyłam jednak trójkę staruszków układającą kwiaty na jednym z grobów sto metrów dalej. Niestety nie mieli ognia. Kolejny spotkany staruszek powiedział, że nie pali. Nie palili również turyści z Belgii. Zagadywanie zakonnicy nie bardzo pomogło. A nikogo więcej na cmentarzu po prostu nie było.
Niespodziewanie dostrzegłam jednak czerwony znicz u stóp jednego z grobowców. A więc one mimo wszystko istnieją, docierają na cmentarz kupione w jednym z chińskich sklepów. Z nadzieją podniosłam wieczko, starając się, by wiatr nie zdmuchnął płomyka. Napotkałam jednak na kolejną przeszkodę: drugą nasadkę, której zdjąć się nie dało i przez którą nie miałam jak przełożyć świeczki.
Z pomocą przyszła mi nowa lewica. Zwiniętej w rulon reklamówce udało się dotrzeć do płomyka i zapalić drugie światełko.
Stałam jeszcze przy grobowcu, kiedy do sąsiedniego podeszła starsza pani, wetknęła za kraty żółtego kwiatka, postała dziesięć sekund i uciekła, bo czekał na nią mąż i czekały pozostałe groby.


Tak więc byłam świadkiem, na jednym grobowcu zostawiono roślinkę. Reszta jednak była tak szara, jak tylko cmentarz może być szary. Nocne oglądanie ogników po prostu nie byłoby możliwe. Niektóre groby mają tabliczki „opuszczony”, niektóre grobowce stoją nawet otwarte i z daleka widać puste półki po trumnach.
Przeszłam przez bramę i znowu byłam w świecie zewnętrznym. Minęłam rondo tramwajowe i poszłam drogą prosto w dół, w stronę domu. Słońce świeciło mi w plecy a pod nogami leżały żółte liście, których nie sposób zobaczyć w innych częściach miasta. Pachniało złotą jesienią.
Kiedy przechodziłam koło parlamentu, policjanci spisywali właśnie łobuza, którego odkleili od drzwiczek tramwaju. Lizbona pełna jest tych warszawskich wisusów, podróżujących na gapę na zewnętrznych schodkach żółtych pojazdów. Chłopak usiłował się tłumaczyć, a ja przypomniałam sobie manifestację i tych policjantów, jak dzień wcześniej stali w odblaskowych kamizelkach na szerokich schodach parlamentu i bronili barierek oddzielających parlamentarzystów od woli ludu. Przypomniałam sobie grubą panią w berecie z daszkiem, która dała mi koszmarną kolorową ulotkę nowej lewicy, która zapłonęła tego dnia tak jasno i użytecznie. Pomyślałam, że warto protestować, bo czasem faktycznie widać efekty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: