Kolumbijskie przepisy

Z Hiszpanii wyjeżdżałam miesiąc temu, na tak zwane „zawsze”.

Moja współlokatorka, powiedzmy, MyFriend, powiedziała, że jeżeli kiedykowiek będę w Sewilli, ja albo któraś z moich sióstr, z którymi MyFriend nie zamieniła więcej niż po dwa zdania, możemy bez problemu zatrzymać się u nich w mieszkaniu. U nich, czyli u dwóch Kolumbijek, jednej Paragwajki i jednej Hiszpanki.

 

Przepis kolumbijski numer jeden: Podróżnych w dom przyjąć.

 

Wróciłam. Kiedy przyjechałam, od razu dostałam klucze do mieszkania, wszystkie rzeczy, które zostawiłam tu miesiąc temu, i własny pokój. MyFriend zaproponowała, że zrobi mi kolację, mimo że była już pierwsza w nocy, i przyniosła herbatę. Niestety nie porozmawiałyśmy długo, bo nagle zamieniła się w jednoosobowe centrum telefoniczne. W jednej ręce trzymała stacjonarny, w drugiej komórkę i usiłowała dzwoniąc po swojej rodzinie i znajomych sprawić, żeby nieznana jej za bardzo dziewczyna, przyjaciółka jej przyjaciółki, miała gdzie spać tej nocy po drugiej stronie Atlantyku. Ostatecznie jednak dziewczyna sama znalazła sobie jakieś lokum, MyFriend postanowiła więc po prostu przesłać jej pieniądze na życie.

Trzy dni zajęło mi przekonanie MyFriend, która uważa mnie za swojego gościa, że skoro mieszkam sobie tutaj normalnie, mam klucze, mam swoj pokój i mogę robić w mieszkaniu co mi się żywnie podoba, do tego przez okrągły miesiąc, to może jednak powinnam coś za to zapłacić. Ostatecznie i tak zgodziła się tylko na połowę stawki i zastrzegła: „Jak tylko wynajmę twój pokój, i będziesz się musiała przeprowadzić do mojego, to oddam ci te pieniądze.”

 

Przepis kolumbijski numer dwa: Głodnych nakarmić, spragnionych napoić.

 

Następnego dnia po przyjeździe czekał na mnie obiad i prośba o wybaczenie: „Przepraszam, że nie bardzo zwracam uwagę na to, co chcesz jeść i o jakiej porze, ale gotuję po prostu jak mam czas i to, co sama chcę zjeść, i akurat jest pod ręką… No ale najwyżej sobie odgrzejesz, jak się zrobisz głodna, a jak ci nie smakuje, to nie zjesz. Wiem, to bardzo egoistycznie z mojej strony, ale taka już jestem.”

 

Przepis kolumbijski numer trzy: Nieumiejętnych pouczać.

 

Powiedziałam MyFriend przy obiedzie w ramach plotkowania, że boli mnie gardło i zaraz się rozchoruję, na co został mi wyrecytowany kolumbijski przepis na zdrowie. Należy pokroić jedną dużą, albo dwie małe cebule w plasterki, zalać to sokiem z dwóch cytryn, dodać miodu i zostawić na parę godzin. Potem dwie łyżki tymianku należy zagotować w dwóch litrach wody, przestudzić, dodać cebulę z cytryną i miodem i pić dwie łyżki co dwie godziny. Podziękowałam za dobrą radę, ale w moich oczach najwyraźniej widać było, że uznałam przepis za zbyt skomplikowany, bo po obiedzie MyFriend zaprowadziła mnie do kuchni i pokazała, gdzie jest cebula, gdzie są cytryny, gdzie jest miód, a w którym słoiku stoi tymianek, i powtórzyła mi jeszcze raz cały przepis, żebym go dobrze zapamiętała.

 

Przepisy europejskie, różne.

 

MyFriend przyjechała do Hiszpanii nielegalnie. Zakochała się jeszcze w Kolumbii, ale jej para wyjechała do Europy, więc ona postanowiła tam do niej dołączyć. Jako że w tym czasie Hiszpania nie przyjmowała już więcej Kolumbijczyków, MyFriend pojechała do Wenezueli, gdzie za pożyczone od rodziny dwa tysiące euro załatwiła sobie fałszywe wenezuelskie papiery, i kupiła bilet do Hiszpanii. Ryzykowała, mogła stracić wszystkie pożyczone pieniądze i trafić do więzienia. Miała szczęście, udało jej się, dotarła do Europy, rodzina dosłała jej prawdziwe dokumenty, po jakimś czasie udało jej się ostatecznie zalegalizować pobyt.

 

Wczoraj wkleiłam na jednym z portali społecznościowych odnośnik do zasad abolicji dla obcokrajowców, którzy w Polsce przebywają nielegalnie. Moje działanie zaskoczyło pewnego Polaka, który od lat mieszka na Wyspach Brytyjskich. Bardzo chciał się dowiedzieć, czy poważnie popieram tę abolicję, bo „na co nam te czaruchy w Polsce?”. Na moje pytanie, na co komu Polacy na Wyspach i w Hiszpanii miał gotową odpowiedź: „No ale Polak to Polak. A czarnuch taki? W nocy tylko oczy im widać, na co komu ta chołota bez szkoły. Z buszu.” Zapytałam, co w takim razie sądzi o wykształconych obcokrajowcach w Polsce i Polakach bez szkoły w Anglii. Kazano mi przestać porównywać „czarnych” do Polaków, po czym sypnięto hojnie różnymi rasistowskimi dowcipami.

 

MyFriend ma pecha, podpada chyba pod każdy rodzaj dyskryminacji. Ma ciemny kolor skróry, nie pochodzi z dobrej rodziny, nie jest bogata, jest kobietą, jest imigrantem, jest aieistką, jest lesbijką. Jest jedną z najlepszych, najinteligentniejszych i najodważniejszych osób, jakie w życiu poznałam. Czy ktoś chciałby coś dodać?

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: