Sałatka sowiecka

Tak, nigdy wcześniej nie jechałam na motorze. A przede mną stoi motor właśnie, a po jego drugiej stronie Kubańczyk, Norge Cruz Hernández, profesor fizyki stosowanej na Universytecie Sewilli, który podaje mi kask. Ostatecznie wdrapuję się na gigntyczny wehikuł z gracją właściwą przecież wszystkim kobietom i ruszamy. Kask jest za duży i momentalnie zsuwa mi się na oczy. Boję się go poprawić, bo musiałabym oderwać ręce od uchwytu, który jest moim jedynym połączeniem ze światem ciągle jeszcze żywych. Widzę więc niewiele i muszę zaufać kierowcy, który przepycha się między autami. Jakoś wytrzymam te pięć minut, myślę. Okazuje się jednak, że żeby zjeść obiad trzeba pojechać prawie na drugi koniec miasta. Na szczęście ostatecznie docieramy do baru, przeszklonej altanki w parku, i zamawianie zaczynamy od ¨sałatki sowieckiej¨. Zwanej też ruską. Tak, my Polacy i Kubańczycy mamy wiele wspólnego dzięki naszym wschodnim sąsiadom, którzy rozgościli się w naszych krajach na jakiś czas. Sałatka sowiecka to chyba każda sałatka, która zawiera majonez, mniej więcej nasza warzywna.

– No to co chcesz wiedzieć? – pyta Norge.

– Hm… Może zacznijmy od tego, czym dla ciebie jest imigracja – wyrzucam z siebie wreszcie, z każdą minutą zdając sobie coraz dobitniej sprawę z tego, jak bardzo nie nadaję się na reportera. Nagle wszystkie pytania, które sobie przygotowałam, wydają się nie na miejscu, a ja czuję się jak dukająca słodka idiotka.

– Imigracja zawsze jest skomplikowana. Są przecież różne odmiany, różne rodzaje emigracji, różne rodzaje imigracji, każdy przypadek jest inny.

Kiwam głową, no tak, zgadzam ze wszystkim, proszę, niech trwa monolog, proszę.

– Ja obroniłem moją pracę magisterską na Kubie i przyjechałem tutaj zrobić doktorat, trzynaście lat temu. Imigracja w Hiszpanii jest trudna, bo dla Hiszpanów jest to zjawisko stosunkowo nowe, do którego nie są przyzwyczajeni. W zasadzie imigracja zaczęła się tu na dobre w 1992 roku, kiedy Sewilla gościła wystawę światową Expo. Wcześniej to Hiszpanie emigrowali; do Francji, do Niemiec, do Austrii. No i oczywiście do Ameryki. Przynajmniej tutaj, w Sewilli, są strasznie pojerzliwi w stosunku do imigrantów. Obowiązuje odwrócona zasada, zamiast domniemania niewinności jesteś dla nich przestępcą, złodziejem, dopóki nie uda ci się udowodnić czegoś przeciwnego. Zapominają, że sami też emigrowali. Zresztą, powiem ci, że dla mnie Hiszpanie to straszni ignoranci. W ogóle nie podróżują, nie interesuje ich świat zewnętrzny. Najdalej, jak uda im sie dotrzeć, to do Matalascañas, na plażę. Większość sewilczyków nie była nawet w Portugalii, która jest zaledwie parę kilometrów stąd.

– Wydaje mi się, że nie mają po prostu potrzeby poznawania innych kultur, liczą na to, że gdziekolwiek pojadą, dogadają się po hiszpańsku, będą żyć po swojemu.

– Ich nauka języków to kolejny przejaw ignorancji. Nawet większość profesorów nie mówi choćby po angielsku. Jak mają być na bieżąco, skoro praktycznie wszystkie ważne pozycje publikuje się po angielsku? Nawet premier nie mówi w żadnym obcym języku.

– No tak, widziałam, że kiedy w przerwie między oficjalnymi przemówieniami politycy z innych krajów niezobowiązujaco rozmawiają, on siedzi samotnie z boku i patrzy w stół…

Do sowieckiej sałatki dołączają jakieś dziwne owoce morza (wyglądają jak miękkie muszle), z których wypływa obrzydliwie wyglądający szary sos. Zafascynowana zjawiskiem, nie mogę się nadziwić, że on to je z takim spokojem i elegancją, i z wdzięcznością piłuję swój filet w sosie carbonara.

– Hiszpanie patrzą na imigrantów z góry. Pytają mnie ¨i co, dorwałeś pewnie jakąś robotę?¨. Kiedy mówię, że pracuję na uniwersytecie, pytają ¨sprzątasz?¨ Kiedy mówię, że nie, że wykładam, wykrzykują ¨acha, studiujesz!¨. Nie wierzą, że imigranci mają mózgi i że Kubańczyk może wykładać fizykę na uniwersytecie. Ich uniwersytecie. Weź jeszcze pod uwagę, że ja jestem biały. Wyobraź sobie, co by było, jakbym był Murzynem. Już w ogóle nie mielibyśmy o czym rozmawiać. Oni mają wszystkich imigrantów za półgłówków. Umawiam się z kimś, a on patrzy mi w oczy i mówi: TUTAJ. SPOTKANIE. JUTRO. SZÓSTA. TUTAJ. ¨Skąd u ciebie taki dziwny akcent” pytam, “myślałem, że jesteś sewilczykiem?¨

– Nie wiedzą, że na Kubie mówi się po hiszpańsku?

– Sam nie wiem. Niewiele o nas wiedzą i nie ufają obcym. Kiedy poznaję kobietę, sprawa, która zawsze wypływa, to czy mam papiery. Boją się, że dążę do ślubu, żeby dostać legalny pobyt. Mówię im, że mam papiery i wcale nie mam ochoty się z nikim żenić. Doszło do tego, że prawie pierwsze, co robię, to pokazuję hiszpański dowód osobisty. W sklepach zazwyczaj nie zwracają na nas uwagi, nie wierzą, że stać nas na to, żeby za coś zapłacić. Kiedy chciałem kupić motor, ignorowano mnie dopóki nie położyłem na ladzie pieniędzy w gotówce i nie powiedziałem, że chcę tylko, żeby mnie normalnie traktowali, bo potrzebuję kupić motor, a nie zawracać im głowę. Hiszpania jako państwo zarabia na imigrantach, oni tu pracują, płacą podatki, żyją zgodnie z prawem. Dokładają się do tortu, z którego nie dostają ani kawałka i kiedy idą na przykład do lekarza, są traktowani jak wyzyskiwacze, mimo tego, że płacą ubezpiecznenie jak wszyscy.

– Kiedy ostatnio byłeś na Kubie? – pytam, świadoma własnej niedorzecznosci, kiedy wydaje mi się, że dwa miesiące, które upłynęły od mojej ostatniej wizyty w Polsce i dwa, które pozostały do kolejnej, to wieczność.

– Ostatnio cztery lata temu. W te wakacje chciałbym pojechać znowu.

– Chciałbyś wrócić?

– Nie. W moim kraju panuje ustrój komunistyczny. Zresztą wiesz, jak to wygląda, wy też przez to przeszliście. Musiało by się wiele zmienić, żebym chciał wrócić. U was widać dużo zmian? Podobno Polska rozwija się teraz bardzo dynamicznie, macie dofinansowania z Unii Europejskiej.

– Hm. O to chyba powinienieś zapytać moich rodziców, ja nie pamiętam zbyt wielu zmian. Chociaż generalnie w Polsce nie żyje się teraz źle.

Patrzę przez okno i nareszcie dostrzegam plac zabaw, z rozciągnietą między dwoma słupami linką, po której można zjeżdżać na oponie.

– Chociaż jednak nie, zmieniło się wiele – mówię. – Pamiętam, jaką radość sprawiały mi niemieckie place zabaw, kiedy odwiedzaliśmy rodzinę zza zachodniej granicy. Teraz dzieci nie muszą wyjeżdżać, żeby zobaczyć takie ¨cuda¨. Tak na prawdę zmieniło się dużo rzeczy, z których na codzień nie zdaję sobie sprawy.

– To dobrze – mówi Kubańczyk i patrzy na mnie poważnie.

Kończymy obiad i kiedy nieubłagalnie zbliża się czas płacenia rachunku, Norge sciszonym głosem pyta mnie, co sądzę o Hiszpanach.

– Ciekawi mnie, jak ty to widzisz, bo ja odczuwam ogromną różnicę w porównaniu z moim krajem. Na Kubie ludzie są generalnie dużo bardziej otwarci niż tutaj.

Ah. Wiec Hiszpanie są zamknięci w sobie. Interesujące. Oczami wyobraźni widzę ulice Hawany takie jak w filmach i teledyskach, kanajpy, rum, upał, taniec, cygara, autobusy… Czas w końcu płacić ten rachunek.

Wychodzimy i, tak, znowu czeka mnie motor. Norge odwozi mnie do metra i zanim sie pożegnamy, pyta, czy przetłumaczę mu to, co napiszę o naszym spotkaniu na blogu. Uśmiecham się tylko ładnie i całuję go obowiązującym tu zwyczajem, w oba policzki (zawsze zapominam o tym drugim). Zbiegam do metra i orientuję się, że wiecznie opadający mi na oczy kask, zmienił moje włosy w kudły, jakich nie miałam w rękach od czasu, kiedy ścięłam dready. Zanim nadjeżdża metro, mój grzebień jest już mocno wyszczerbiony i prawie złamany.

2 komentarzy (+add yours?)

  1. Krzysiek
    Maj 30, 2011 @ 10:21:11

    Tylko chyba chodziło o Havanę?

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: