Szaleńczy szturm szarańczy

Dzień, w którym byłam zmuszona zabić dwa karaluchy, odszedł w niepamięć. Przyćmiło go istne oblężenie. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że samym środkiem sklepu, w którym pracuję, łazi ogromny brązowy robal, długi na trzy centymetry, szeroki jak szafa. Już po chwili zorientowałam się, że tuż pod drzwiami siedzi następny. Wtedy zauważyłam, że kolejny wspina się po witrynie wystawowej od zewnętrznej strony, lezie pionowo w górę, żeby za chwilę przedostać się do środka przez lukę ponad drzwiami. Jeszcze sekundę zajęło mi uzmysłowienie sobie, że po drugiej stronie drzwi robale liczone mogą być na dziesiątki. Poczułam strach.

Powstrzymałam jakoś spazmatyczny szloch i wiedząc, że albo zginą robale, albo ja zejdę na zawał, wybrałam śmierć owadów. Wyszłam naprzeciw pierwszego karaluchowatego szrańcza i zrobiło mi się słabo, kiedy uświadomiłam sobie, że mam na nogach sandałki, z praktycznie gołą stopą i podeszwą grubą na trzy milimetry. Powstrzymałam odruch wymiotny i przydeptałam intruza. Spod brązowego pancerza wypłynęła żółtawa glutowata maź. Przeszedł mnie dreszcz. Musiałam jednak szybko podjąć jakąś decyzję i zdecydowałam się zadziałać przeciwko pozostałym insektom. Poczułam, że cała się trzęsę, kiedy obserwowałam kolejnego robala lezącego jak gdyby nigdy nic tuż pod sufitem. Na szczęście powinnam właśnie zamknąć sklep i odetchnęłam z ulgą na myśl, że opuszczę to oblężone miejsce. Ulga była przedwczesna. Kiedy spojrzałam na drzwi, przez które musiałam przejść, poczułam, co to panika. W górę i w dół łaziły wstrętne brązowe stworzenia. Prawie z płaczem wybiegłam za drzwi i odsuwając się tak daleko, jak to możliwe, drżącą ręką zamknęłam je na klucz. Kiedy sięgająca aż do ziemi żelazna roleta chroniąca wirtynę zaczęła powoli opadać, ja zastanawiałam się, jakim cudem uda mi się przekręcić klucz w trzech zamkach, znajdujących się jakieś trzy centymetry nad ziemią pełną szarańczy. Po zadeptaniu (sandałem!) trzech trzy- lub czterocentymetrowych robali udało mi się z pierwszym zamkiem, przy drugim było już trudniej, a przy trzecim skapitulowałam w połowie, kiedy ogromny robal dobiegał już prawie do mojej dłoni. Klucze dyndały sobie w zamku na dole, a ja zastanawiałam się, co mam zrobić. Na szczęście wybawienie nadeszło w osobie miłego pana, który swoim ogromnym buciorem rozgniótł stojące na drodze do zamka owady, przekrecił w nim moje klucze i podał mi je, mówiąc:

– Straszna plaga. Dlatego zadzwoniliśmy po nich – powiedział, wskazując na policjantów, którzy przyglądali się wszechobecnemu robactwu, nie bardzo wiedząc, co mają robić.

A więc wezwali policję. Wydało mi sie to dość zabawne, nie udało mi się jednak roześmiać, bo wszystkie mięśnie miałam jeszcze napięte, a twarz wykrzywioną obrzydzeniem. W tym stanie pozostałam jeszcze przez dobre pół godziny, kiedy to zastanawiałam się, jakim cudem ponownie otworzę sklep, bo wiele robali zamknęłam w środku całkiem żywych. Wyobrażałam sobie, jak spadają na mnie z drzwi, które usiłuję otworzyć i cała trzęsłam się z obrzydzenia.

Kiedy trzy godziny później wróciłam do sklepu, przedsionek usłany był trupami robali, po których łaziły już mikroskopijne mrówki, wzbudzając we mnie jeszcze większy niż karaluchy wstręt. Miliony czarnych punkcików w ruchu. Przeszedł mnie dreszcz. Robale zdechły, być może z gorąca. Wszystkie leżały na plecach, niektóre jeszcze się ruszały. Mogło by się wydawać, że już po wszystkim. Ktoś musi jednak pozamiatac trupy i zetrzeć z podłogi ich przyschnięte już wnętrzności. Może zadzwonić na policję?

5 komentarzy (+add yours?)

  1. graforoman
    Maj 28, 2011 @ 22:14:25

    Trauma. Dramat. Armagjedon!😉

    Odpowiedz

  2. kasio
    Maj 28, 2011 @ 22:17:28

    disgusting.

    Odpowiedz

  3. imiemi
    Maj 28, 2011 @ 22:27:43

    no co ty?

    Odpowiedz

  4. ul
    Czer 03, 2011 @ 18:11:03

    omg! skąd to się wzięło?? często tak??

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: