Semana Santa: epilog

   Poniedziałek wstał świtem człowieka pracującego. Święta święta i po, ludzie wracają z urlopów, z majorek i meksyków, proza życia. Czas wejść za kulisy i obejrzeć zascenie. Święto świętem, ale życie życiem.

   Tak więc. Za członkoswto w bractwie trzeba zapłacić. To nie dziwi, nawet za bycie wolontariuszem trzeba często płacić, żeby były pieniądze na cele statutowe i organizację blablabla. Jednak uwaga: za możliwość wielogodzinnego przemarszu ulicami miasta, całkowicie zakrytym i w pełnym slońcu trzeba zapłacić dodatkowo. Trzeba oczywiście kupić też strój, a nikt nie wyprzedaje ich z dobroci serca. Podobno nawet niektórzy costaleros, dźwigający tony na swoich barkach płacą za ten przywilej dźwigania.

  Na czas trwania procesji, praktycznie zamykana jest ulica (lub dwie) prowadząca do katedry. Stawia się wzdłuż niej nawet nie normalne barierki, ale specjalne, które na wysokości wzroku ludzkiego mają tablicę zasłaniającą to, co dzieje się po drugiej stronie. Pomiędzy barierkami, po obu stronach ulicy, którą przejść musi każda procesja, stawia się krzesła. Bilety bardzo drogie, sprzedawane zazwyczaj na cały tydzień i dawno wykupione. (Non stop lało i krzesełka stały puste. Piekło i szatany.)

   Najdłużej wychodząca w procesji osoba zajmuje najbardziej prestiżowe miejsce w orszaku. Dlatego wielu nawet jeśli nie ma zamiaru w danym roku wziąć udziału w przemarszu tak czy inaczej płaci, żeby miejsce nie przepadło. Słyszałam rozmowę dwóch kobiet na temat dwuletniej dziewczynki z korardkami we włosach i w kusej czerwonej sukience w kwiatuszki. Mama już zapisała ją do bractwa (w dniu urodzenia?), ale jeszcze jest za mała, żeby iść w procesji. Ale dzięki temu, że mama płaci, dziewczynka już przesuwa się na przód wyimaginowanej procesji w latach przyszłych. Mama jest wielką dewotką Maryji dziewicy z kościoła X, ale ojciec jest dewotem innej (!) Maryji, z kościoła Y. Dlatego ojciec również zapisał córeczkę do bractwa, swojej ulubionej Maryji. Pozostaje tylko modlić się o cud bilokacji i uratowanie dziecka od osobowości mnogiej, naprzemiennej czy też wielorakiej.

Emaus?

Wystawa księgarni „Un gato en bicicleta“ (kot na rowerze) na ulicy Regina.

1 komentarz (+add yours?)

  1. anna_karenina
    Kwi 29, 2011 @ 14:53:06

    zawsze przeraża mnie ta mnogość Matek Boskich, u nas jest przecież podobnie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: