Semana Santa: Niedziela Zmartwychwstania.

Lało. Od Niedzieli Palmowej do Niedzieli Zmartwychwstania nie było w Sewilli ani jednego całego ładnego dnia. W większości pasos pozostały w kościołach, a kamery regionalnych telewizji robiły zbliżenia na zapłakanych nazarenos, rozpaczających z powodu odwołania procesji. Bractwa, które zdecydowały się wyjść, nie zważając na niepewną pogodę, często kończyły przykrywając figury plastikową płachtą i w pośpiechu chroniąc się przed deszczem w najbliższej świątyni. Ludzie z niepokojem śledzili prognozy pogody, łudząc się, że słońce jednak wyjdzie i pozwoli konfraterniom na przemarsz. Ostatecznie większość sewilczyków została w domach, z zaskoczeniem odkrywając, że telewizja mimo to pokazuje pasos. Szybko jednak okazywało się, że to procesja z innego miasta lub retransmisja z zeszłego roku. Ponad połowa bractw w tym roku albo pozostała w świątyniach, albo musiała zmierzyć się z deszczem podczas przemarszu.

Dzisiaj ostatecznie dzień wstał błękitny i niebem przepływały urocze białe obłoczki, jak przystało na powrót życia. Ostatnia w tym roku procesja, bractwa Zmarwychwstania, mogła wyjść na ulice miasta.

Błądziłam po centrum krętymi sewilskimi uliczkami, które nigdy nie biegną prosto i nie pozwalają iść na azymut, bezskutecznie usiłując odnaleźć się na planie i dotrzeć na czas, aby zobaczyć powrót procesji do kościoła. Ostatecznie jednak schowałam mapę do torby i po prostu poszłam za tłumem, odświętnie ubranymi kobietami, mężczyznami w garniturach i pod krawatem, dziećmi w wózeczkach i jednym czy drugim dresem. Okazało się to jedną z moich najlepszych życiowych decyzji, doszłam oczywiście dokładnie tam gdzie chciałam (gdzie indziej mogliby dzisiaj iść mieszkańcy Sewilli?) i na czas, aby zobaczyć jeszcze otwierający procesję krzyż. Po około czterdziestu minutach słychać było już wesołą melodię graną przez orkiestrę, a u wylotu ulicy ukazała się platforma z figurą Jezusa Zmartwychwstałego. Następnie paso zatrzymalo się przed klasztorem, a orkiestra zamilkła, aby siostry zakonne mogły zaintonować własną pieśń. Kiedy Zmartwychwstały znów ruszył w stronę kościoła, orkiestra zagrała najprawdopodobnie najweselszą melodię jaką kiedykolwiek słyszało ucho katolika, a w momencie wejścia do kościoła rozbrzmiał hymn Królestwa Hiszpanii.

Po kolejnych czterdziestu minutach oczekiwania ukazał się chyboczący się miarowo (tak, aby sprawiał wrażenie, że święta kroczy bez pomocy costaleros), baldahim skrywajacy Maryję. Z okien klasztoru posypały się różnokolorowe płatki kwiatów (jak w większości odwiecznie katolickich krajów, również w Hiszpanii Maria z Nazaretu zdje się być otoczona większym kultem niż Jezus Chrystus.) Kiedy błękitna postać Maryji Dziewicy powoli przesuwała się ulicą, wraz z nią nadchodziła woń róż. Niebieskie niebo, białe obłoczki, zapach kwiatów i wesoła katolicka muzyka. Dzień cudu.

1 komentarz (+add yours?)

  1. anna_karenina
    Kwi 29, 2011 @ 14:49:09

    Zwłaszcza dla ucha polskiego katolika wesoła muzyka religijna musi byc czymś zadziwiająco odkrywczym

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: